Start Joramici Historia
Joramici - przybycie PDF Drukuj Email
Wpisany przez Elg`cahlxukuth   
wtorek, 03 marca 2015 12:21


Pierwsze co poczuł, zaraz po odzyskaniu świadomości, to żar piasku palącego w odkryte dłonie. Drugi był spazmatyczny kaszel, kiedy ciało Faruka próbowało pozbyć się zatykających, piaszczystych drobin z zaschniętego gardła. Leżał jakiś czas zgięty w pół, kompletnie pozbawiony sił. Chiał otworzyć sklejone kurzem powieki, lecz nie mógł przyzwyczaić oczu do silnego, białego światła. Piekły go popękane usta i skóra na policzkach. Gdzieś powinien być bukłak, pamiętał, że brał bukłak. Wymacał go drżącymi palcami gdzieś w okolicy pasa. Odkorkował otwór i zbliżył skórzany worek do ust. Woda była niczym pozbawiona smaku ciepła zupa. Podczas gdy płyn rozchodził się po zakamarkach jego organizmu, umysł powoli odzyskiwał swoje funkcje. Wstał, chwiejąc się jak pijany. Miał wrażenie, że zaraz zemdleje. Rozejrzał się wokół siebie. Jedyne co widział, to prażący się w słońcu piach i migocząca powierzchnia nieznanego morza.
– Czy to Nelderim? – zapytał sam siebie w myślach. Spojrzał na swoje poparzone dłonie. – I ile ja tak leżę? – wygrzebał spod szaty małą klepsydrę, zwisającą mu z szyi na rzemieniu. Spojrzał na bańkę, która przed przeniesieniem była jeszcze pełna. Teraz nie było w niej nic. Schował ją z powrotem. Wciąż nie mógł przyzwyczaić się do światła. Skoncentrował myśli, by upleść formułę zaklęcia ochronnego, lecz nic się nie stało, ostre światło wciąż paliło skórę i nie pozwalało otworzyć szerzej oczu. To było niepokojące, chociaż nie tak bardzo jak fakt, że nie miał pojęcia, gdzie są pozostali. Przede wszystkim musi znaleść jakieś schronienie... o ile znajdzie kogokolwiek kto chciałby żyć w takim miejscu.
Skupiwszy wzrok, rozejrzał się wokół, szukając strony przeciwnej do morza. Znajdował się na jakimś przylądku lub cyplu, więc ruszył w jedynym kierunku, który pozwalał na wędrówkę.
Szedł przed siebie grzęznąc w sypkim piachu. Skwar i zupełny brak wiatru były nie do zniesienia. Poruszał się niczym w transie, zupełnie nie rejestrując otoczenia. Myśli błądziły bez jego woli. Czy portal zadziałał? Czy wszystkim się udało? Jeśli tak, to gdzie się znajdują? Być może, nieoczekiwanie, wszyscy znaleźli się zupełnie gdzie indziej, w różnych odległych krainach, bez możliwości powrotu?
– Faruk!
Jeśli tak, to jest skazany wyłącznie na siebie. W gruncie rzeczy, to jaką mógł mieć pewność, że to nie on wylądował nie wiadomo gdzie, podczas gdy innym się udało?
– Faruk, do cholery!
Czyjeś ramię wylądowało na jego barkach prawie ścinając go z nóg.
– Co?! – uderzenie wybiło go z wewnętrznego transu. Przed oczami pojawiła mu się spalona słońcem, rozradowana twarz Majsaraha.
– Dobrze, że znalazłem chociaż ciebie! – Żywiołowy mag poklepał go energicznie po policzku. – Wszyscy teraz szukają brakujących ludzi, zaczyna to trwać trochę zbyt długo.
– Znaczy ile ? – wybełkotał z trudem.
– Po prawdzie, to nikt tego nie wie, nawet ci, którzy wylądowali najbliżej portalu nie są w stanie powiedzieć, ile przy nim tkwili!
– Portal też tu jest? – Próbował zmusić swój umysł do poruszania się w jednym konkretnym kierunku.
– Później pomówimy, teraz chodźmy, niedługo będzie zmierzchać, a mamy kawałek do przejścia. Po zmroku nie jest tutaj najbezpieczniej... Ale z drugiej strony, ileż nowych i niesamowitych zjawisk! – Faruk nie mógł się zdecydować, czy jego wybawca zdawał mu się zaniepokojony czy wręcz przeciwnie, zachwycony.
Majsarah poprowadził ich zbaczając tylko nieznacznie z pierwotnego kursu Faruka. Przez większość czasu milczeli. Po kilku bezowocnych próbach nawiązania rozmowy, Majsarah ostatecznie się poddał, co Faruk przyjął z ulgą. Był zbyt skopiony na tym by dotrwać do końca podróży, żeby jeszcze słuchać co się do niego mówi.
Długo brnęli przez piaszczyste wydmy i rozległe niecki zanim dotarli do innych członków grupy. Ze szczytu niewielkiej wydmy ujrzeli prowizoryczne obozowisko rozbite na dnie kotliny. Dwa niewielkie namioty stały przy płytkim stawie, którego brzeg porastały krzewy tamaryszku i kilka karłowatych palm. Wszędzie wokół leżały porozrzucane szpargały i sprzęty. Przed każdym z namiotów widać było resztki małego paleniska, teraz ponownie przygotowywanego do rozpalenia przez krzćtające się postacie.
– Wreszcie! – westchnął Majsarah i dziarskim krokiem zszedł po łagodnym zboczu wydmy.
Magowie zebrali się by powitać przybyłych, a szczególnie odnalezionego Faruka. Był wśród nich Tajsir, była Sakina, a także inni, których Faruk znał mniej. Wszyscy wyglądali na wykończonych. Cała grupa skupiła się wokół małych ognisk. Dawały niewiele ciepła i bardziej dymiły niż płonęły, ale mimo wszystko działały krzepiąco. Zaczęto gotować wodę na napar z liści chatu.
– No i jak? Wiadomo coś nowego? – zagadnął Mejsarach, zajęty teraz rozdzielaniem porcji chatu do poszczególnych naczyń.
– Niewiele. Część z tych, którzy wyruszyli razem z tobą, jeszcze nie wróciła, a ci co już są nikogo nie znaleźli... – Sakina podała mu garnek z wrzątkiem.
– Nie wszystkim się udało? – wyrzucił z siebie Faruk.
– Nie wiemy czy się udało, bo nie wiemy nawet gdzie są – wtrącił Tajsir obcesowym tonem.
– W każdym razie – mówiła dalej czarodziejka – wiemy, że od północy i wschodu dolina jest otoczona przez skalne masywy. Podobno między tymi pasmami leży przełęcz prowadząca do koryta rzeki, ale nie wiemy tego na pewno, bo Basel jeszcze z stamtąd nie wrócił. Poza tym, wygląda na to, że znaleźliśmy się na nasadzie jakiegoś piaszczystego przylądka.
Mejsarah zaczął wydawać każdemu po gorącym kubku z naparem.
– Gdy szedłem po Faruka znowu widziałem te stwory. Zdaje się, że obrały sobie ruiny na zachód stąd na swoje siedlisko. W dzień mogłem się im lepiej przyjrzeć i nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałem! – Potrzeba gestykulacji zmusiła go do odstawienia pełnego naczynia. – Na pierwszy rzut oka wyglądają jak nieumarli, to prawda, ale poobserwowałem ich dłużej i stwierdziłem, że oni potrafią się ze sobą komunikować! Więcej, są nawet zdolni do użycia magii!
– Widziałeś jak używają zaklęć? – brwi młodej magiczki uniosły się w zdumieniu.
– Tak! Na dodatek, zdaje się, że do rzucania ich wykorzystywali jakiegoś rodzaju zioła i amulety. To niesamowite! Magia działa w tym miejscu na zupełnie innych zasadach!
– Przestałbyś się tak emocjonować Majsarah... – Tajsir wykrzywił usta z niesmakiem. – Skończyliśmy na pustyni, otoczeni przez obce stworzenia, których nie rozumiemy, a ty wyglądasz jakbyś się świetnie bawił.
– Może cię to zdziwi Tajsirze – mag odchylił się do tyłu i skrzyżował ramiona na piersi – ale owszem, dobrze się bawię! Portal zadziałał, wydostaliśmy się z naszej przewspaniałej ojczyzny, a to, że ten świat będzie zupełnie różny od naszego, można się było spodziewać. Wystarczy, że stracisz możliwość skrzesania ognia jednym pstryknięciem palców i już wszystko ci się nie podoba! Mnie ten świat fascynuje, jest niesamowity!
Tajsir prychnął lekceważąco.
– Jesteś jak dziecko. Hasasz zachwycony po swoim zaczarowanym lesie, nie zdając sobie sprawy z tkwiącego w nim niebezpieczeństwa. A teraz nikt i nic cię nie uratuje – nasza magia przestała działać. Może to wynik przeniesienia i straciliśmy moc na zawsze? Nie wiesz tego! Dlatego nie mów mi, że portal zadziałał. Nawet nie wiemy dlaczego tu jest i wygląda jak wygląda!
Zaległa cisza. Wszyscy patrzyli na powoli płonące gałązki oraz pili rozgrzewający chat. Z ogniska obok dochodziły niezrozumiałe odgłosy rozmowy.
– Nie rozumiem... to znaczy, że widzieliście tutaj sam portal? – Faruk próbował pojąć co się właściwie dzieje.
Sakina westchnęła.
– Tak, po przeniesieniu większość grupy znalazła się w jego pobliżu, chociaż kilku z nas brakuje. Być może wyrzuciło ich o wiele dalej, tak jak ciebie? W każdym razie, wszyscy leżeliśmy, mniej lub bardziej przytomni, porozrzucani wokół bramy. Nikt nie potrafi wytłumaczyć dlaczego on tutaj jest, najwyraźniej przeniósł się razem z nami. Zresztą, bardziej zastanawiajace jest to jak wygląda…
– Wygląda jakby stał w tym miejscu od pokoleń! – przerwał jej Tajsir. – Stary, spękany i pokryty kurzem. Nieaktywny oczywiście, ale czuć od niego magią.
Zmęczony Faruk nic nie powiedział. Nie mógł powstrzymać natłoku myśli. Czemu portal przeniósł się razem z nimi i czemu wygląda teraz zupełnie inaczej? Spojrzał na zwisającą mu z szyi klepsydrę. Teraz... znaczy kiedy właściwie? Nikt nie wie, ile czasu upłynęło od momentu, kiedy przekroczyli bramę. Może przeniesienie trwało dekady? A może nigdy nie nastąpiło? Tylko oni zawiśli poza czasem, podczas gdy świat trwał dalej, a miejsce z którego próbowali uciec jest tym samym co to, do którego dotali? I jeszcze ta magia…
Przetarł spalonymi dłońmi zmęczone oczy i powoli wypuścił z siebie powietrze. To świat się zmienił, czy oni sami?
– Cóż, niezależnie, co się stało – Sakina zmieniła temat – nie wytrzymamy tutaj długo bez schronienia. Rozmawiałam z innymi gdy was nie było, trzeba pomyśleć o obozie. Bez użycia magii to nie będzie proste.
– Mówisz tak jakby którekolwiek z nas miało pojęcie o tym, jak się buduje – stwierdził kwaśno Tajsir.
– No więc podobno Azzam wie trochę o stolarce i obróbce kamienia. Powiedział, że spróbuje coś rozrysować.
– Jaki Azzam?
Sakina wskazała na mężczyznę siedzącego przy drugim ognisku. Jako jedyny nie miał na sobie powłóczystej szaty, lecz znoszony płaszcz podróżny. Mag spojrzał i wydął pogardliwie usta.
– Przecież to Niemający Daru. Co on może wiedzieć?
– Nie ma już podziałów Tajsir – wycedził chłodno Mejsarah. – Magia zdaje się działać tutaj na innych zasadach i póki co żadne z nas nie potrafi jej użyć.
– Poza tym, ojciec Azzama był stolarzem i ponoć jednym z tych, którzy uciekli niegdyś z tej krainy – dodała czarodziejka.
– Idę po wodę – stwierdził Tajsir i wstał. Pozostali odprowadzili go wzrokiem, poczym zaczęli rozmawiać między sobą. Faruk zapadał w sen, w miarę jak wycieńczenie brało górę nad chaosem panującym w jego głowie. Wkrótce zupełnie odpłynął.

Poprawiony: wtorek, 03 marca 2015 12:25